sobota, 6 kwietnia 2013

CZŁOWIEK przyczyną KONFLIKTÓW między psami.


       Psy są zwierzętami, które niechętnie podejmują walkę. Gdy spotykają się dwa obce psy, ich priorytetem jest pokojowe zapoznanie się, bądź uniknięcie kontaktu. W sytuacji gdy dwa psy zachodzą sobie drogę zazwyczaj jeden z nich, a często nawet oba stosują wyminięcie bądź wysyłają sobie komunikaty o ich pokojowych zamiarach, aby nie doszło do konfliktu. Psy przejawiają takie zachowania gdyż prawdopodobnie instynkt im podpowiada, że w wypadku konfrontacji zostaną narażone na zranienie. Sytuacja między psami przyjmuje często zupełnie inny obrót gdy pojawia się człowiek. Zachowanie niedoświadczonego człowieka może doprowadzić do powstania konfliktu między psami. W pracy tej postaram się opisać jakie zachowania ludzi powodują pogorszenie relacji psów oraz wyjaśnić dlaczego tak się dzieje.
          Rozważania moje oparte będą na sytuacji mającej miejsce w parku. W dużych miastach większość właścicieli wyprowadza swoje psy na spacery właśnie do parków. Ze względu na dużą ilość psów, a małą ilość parków, natężenie czworonogów w tym miejscu jest bardzo duże. Wielu ludzi decyduje się na spuszczenie swoich psów ze smyczy, aby mogły sobie swobodnie biegać, natomiast część z nich pozostawia swoje psy na smyczach. Część psów znajdująca się w pierwszej wyżej wymienionej grupie wymaga wiele do życzenia w kwestii posłuszeństwa i często bywa tak, iż pies zainteresowany jakąś osobą, sytuacją niekoniecznie słucha swojego właściciela i wraca do niego zawołany. Kiedy obiektem zainteresowania takiego psa staje się inny biegający swobodnie piesek zazwyczaj dochodzi między nimi do kontaktu, wymiany sygnałów między nimi. Takie spotkanie kończy się wspólną zabawą, bądź pokojowym rozejściem się psów. Sytuacja ta może wyglądać zupełnie inaczej gdy obiektem zainteresowania swobodnie biegającego psa stanie się inny spacerujący ze swoim właścicielem na smyczy. Spotkanie takie może zakończyć się tak jak wyżej opisano, bądź może dojść do konfliktu między psami. Na powstanie konfliktu między psami, w takiej sytuacji, kluczową rolę odgrywa zachowanie właściciela, który w jakiś sposób ingeruje w relację psów.
          Wielu właścicieli widząc zbliżającego się psa popada w lekką panikę, gdyż nie wiedzą co to za pies i nie potrafią ocenić jego intencji, od razu podejrzewają, że zamiarem podchodzącego psa jest pogryzienie ich pupila. Człowiek, u którego pojawiają się takiego typu emocje automatycznie uzewnętrznia je, co bardzo łatwo odczytywane jest przez psa. Pies w takiej sytuacji może odczuwać lęk właściciela, stać się bardziej pobudzony i skłonniejszy do podjęcia ataku. Reasumując wszystkie, negatywne emocje człowieka w sytuacji kontaktu dwóch obcych sobie psów (z czego jeden jest na smyczy) mogą powodować pogorszenie kontaktu między psami.
          Kolejnym błędem człowieka w takiej sytuacji jest przyciąganie psa do siebie. Ludzie zazwyczaj podejmują takie działanie instynktownie, prawdopodobnie chcąc bronić swojego psa i mieć go jak najbliżej siebie. Niestety przyciąganie psa, powoduje unoszenie jego głowy i klatki piersiowej, co w języku psich sygnałów jest oznaką konfliktowego zachowania. Pies, będący na smyczy doskonale rozumie w jakiej sytuacji postawił go jego właściciel, przez co staje się bardziej pobudzony i zestresowany. Możliwe, że podejmie próby wyswobodzenia się ze smyczy, bądź będzie próbował wysyłać sygnały uspokajające w stosunku do potencjalnego przeciwnika. Właściciel nie rozumiejąc zachowania swojego psa, dostrzega jego nieposłuszeństwo (wyrywanie się psa) i próbując nad nim zapanować jeszcze bardziej skraca smycz, uniemożliwiając psu wysyłanie jakichkolwiek sygnałów. Właściciel próbujący chronić swojego psa tym sposobem spowodowuje jedynie wysłanie sygnałów prowadzących do konfliktu, uniemożliwi psu uspokojenie przeciwnika, a także odetnie mu drogę ucieczki. Jedynym sposobem zachowania jaki pozostawi swojemu pupilowi jest atak. Dodatkowo jeżeli obrożą psa, jest łańcuszek zaciskowy, kolczatka, przyciąganie psa spowoduje uczucie bólu i dyskomfortu psa, co dodatkowo potęguje wzrastającą agresję i możliwość ataku. 
         Ważnym czynnikiem mogącym wpływać negatywnie na kontakt dwóch psów obok ludzkich emocji oraz przyciągania psa jest język ciała człowieka oraz ton jego głosu. Kiedy dochodzi do konfrontacji dwóch psów, właściciel mający psa ma smyczy często zaczyna krzyczeć, machać rękami, wykonywać wiele szybkich i bardzo energicznych ruchów. Język ciała wyrażany w tym momencie przez człowieka w oczach psa może być odczytywany jako zagrożenie. Pies nie umiejąc odczytać intencji właściciela staje się niespokojny, nadpobudliwy, co zakłóca relacje z obcym psem i może doprowadzić do ataku.
       Z wyżej opisanych przeze mnie sytuacji wynika, że obecność i zachowanie człowieka podczas spotkania dwóch obcych sobie psów ma kluczowe znaczenie w ich wzajemnej relacji. Aby człowiek nie był powodem konfliktu ważna jest uświadomienie właścicielom psów jak przebiega kontaktów dwóch obcych sobie psów bez ingerencji człowieka. Należy również przekonać właścicieli psów do nauki i wychwytywania podstawowych sygnałów psiej komunikacji. Właściciele prowadzący swoje psy ma smyczy, gdy zbliża się do nich obcy pies powinni pamiętać, o tym aby pozwolić zapoznać się psom na ich własnych zasadach. Ludzie często nadają psu cechy ludzkie i oceniają psa ludzkimi kategoriami, co prowadzi do błędnego rozumowania zachowań psa w nowych, wcześniej nie znanych człowiekowi sytuacjach, a także błędów w komunikacji mogących doprowadzić właśnie do konfliktu między psami. Chcąc osiągnąć odpowiednią relację, człowiek powinien zdać się na instynkty psa i nauczyć się nie reagować zbyt emocjonalnie. Pies w sytuacji kontaktu z obcym psem powinien być prowadzony na luźniej smyczy. Właściciel powinien być spokojny i zrelaksowany, gdyż może ufać instynktom swojego psa, który nie będzie dążył do powstania konfliktu. Jeżeli uda się osiągnąć takie zachowania człowieka i o ile spotykające się psy będą psami o zdrowej psychice, spotkanie psów zawsze zakończy się pokojowo, a nawet chęcią wspólnej zabawy.


piątek, 5 kwietnia 2013

Kilka słów o TEORII DOMINACJI


Postanowiłam dzisiaj wrócić do  tematu teorii dominacji, rozpocząć jego analizę ponownie i bogatsza o  kilka miesięcy doświadczenia wydać moją własną opinię na ten dość trudny dla mnie temat.
 Moją dzisiejszą pracę podzieliłam na kilka części. W pierwszej kolejności zajmę się rysem historycznym teorii dominacji, następnie przejdę do omówienia stosowanych metod szkoleniowych opartych na teorii dominacji. Natomiast w ostatniej części niniejszej pracy postaram się przekazać własne spostrzeżenia dotyczące opisywanego tematu, a także wpływu teorii dominacji na relacje właściciela z psem. 
Swoje rozważania jak już wspomniałam zacznę od rysu historycznego, gdyż uważam, że bez tego niemożliwym jest odpowiednie podejście do analizowanego tematu. Z dostępnym mi źródeł wynika, że teoria ta pojawiła się w naszym kraju w latach osiemdziesiątych XX wieku. Została ona opracowana na podstawie obserwacji wilków. Głównym celem obserwacji było określenie hierarchii życia wilków i ich walki o pozycję w stadzie. Z obserwacji wywnioskowano, że w stadzie istnieje jeden najodważniejszy osobnik, mający prawo do rozmnażania, nazwany osobnikiem alfa. Pozostała część stada znajduje się niżej w hierarchii, nie ma prawa do kopulacji i sama pilnuje swojej pozycji. Dodatkowo wywnioskowano, że osobnik alfa pożywia się jako pierwszy, a w dalszej kolejności pozostała część stada. Badania na podstawie, których utworzona teorię dominacji trwały stosunkowo krótko i były prowadzone w nienaturalnych dla wilków warunkach, przez co można sądzić, że nie uzyskano wiarygodnych wyników. Po stworzeniu teorii dominacji nadal obserwowano życie wilków, jednakże już w ich naturalnych warunkach życia. Obserwacje te pozwoliły na zweryfikowanie posiadanej wiedzy. Okazało się, że stada żyjące w warunkach naturalnych stanowią prawie zawsze jedną rodzinę. W sztucznie utworzonym stadzie były osobniki zupełnie sobie obce przez co prawdopodobnie zaczęło dochodzić do rywalizacji o terytorium, czy pokarm. Nieprawdą okazało się także to, iż osobnik alfa pożywia się jako pierwszy. Zaobserwowano bowiem, że jako pierwsze jedzą młode osobniki, aby rosły w siłę i gwarantowały przetrwanie stadu.

Wracając do teorii dominacji, na początku gdy weszła w życie, psy traktowano bardzo surowo. Stosowano tzn. twarde metody, np. takie jak przyciskanie nieposłusznego psa do ziemi i trzymanie tak długo aż pies całkowicie się podda. Postępowanie takie miało służyć pokazaniu psu, że to człowiek rządzi. Po jakimś czasie John Fisher wprowadził swoje, miękkie metody, które odnalazły duże poparcie wśród ludzi. Wspomniane, miękkie metody zawierały kilka  punktów, które powinny być przestrzegane w życiu codziennym właścicieli aby nie nadać psu przywództwa „naszego” stada, a co za tym idzie nadać psu przywilejów jakimi w tym wypadku są ustępowanie w dostępie do jedzenia, najbardziej pożądanego miejsca czy przechodzeniu przez drzwi. Tak więc właściciel powinien konsekwentnie egzekwować przewagę nad psem w różnych codziennych sytuacjach. Nie powinien pozwalać psu jeść przy stole, a także właściciel powinien pożywiać się przed psem. Dodatkowo psu nie wolno zajmować miejsca na kanapach, łóżkach, sofach, tylko osobnik alfa może korzystać z takich przywilejów. Ponadto, wchodząc z psem po schodach, ten nigdy nie powinien wyprzedzać swojego właściciela i czekać na niego na szczycie schodów. Aby pies nie poczuł się osobnikiem alfa nie powinno dopuszczać się do zabaw siłowych ze swoim pupilem, a jeżeli już do tego dojdzie nie wolno pozwolić aby wygrał. Istotnymi tezami teorii dominacji są również fakty, iż nie powinno pozwalać się psu ciągnąć na smyczy, gdyż to daje pupilowi poczucie, że prowadzi swoją sforę czyli nas oraz z tych samych względów pies nigdy nie powinien pierwszy przechodzić przez drzwi. Opisane postulaty są nadal praktykowane w wielu szkołach, a uczestnicy takich kursów cieszą się z efektów szkolenia.

W dalszej kolejności muszę wspomnieć o tym, iż John Fisher pod koniec swojego życia zmienił zdanie odnoście opisanych przez siebie teorii w „Okiem psa”.  Z upływem lat i badań nad dzikimi psami okazało się, że osobniki mające swobodny dostęp do pokarmu i wody nie dążą do tworzenia stada. Odnosząc to do teorii dominacji wynika, że jeżeli nasz pies ma zapewnione niezbędne do przeżycia warunki nie powinien dążyć do tworzenia z nami, ludźmi stada. Ponadto człowiek nie może być traktowany przez psa jako stado ze względu choćby na to, iż nie należymy do tego samego gatunku. Biorąc również pod uwagę fakt, że to my, ludzie zapewniamy psu niezbędne środki do przeżycia stawiamy się automatycznie na pozycji przewodnika.

W kolejnej części mojej pracy postaram się ustosunkować, do wyżej opisanych teoretycznych informacji. Po napisaniu mojej pierwszej pracy, o części pierwszej Państwa kursu, bacznie zaczęłam obserwować psy i ich zachowania, które mogą świadczyć o chęci dominowania nad swoimi właścicielami. Przyznam szczerze, że zaczęłam od moich własnych psów i spojrzałam na nie w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Okazało się, że moje wszystkie psy łamią każdą z zasad teorii dominacji. Leżą na łóżkach, pierwsze przechodzą przez drzwi, domagają się jedzenia i często bawię się z nimi w przeciąganie sznura. Muszę jednak w tym momencie zaznaczyć, że rasy psów, które posiadam należą do niesamowicie łagodnych. Mimo wszystko okazało się, że moje psiaki według teorii dominują mnie. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wobec tego nie mam z nimi żadnych problemów, nigdy na mnie nie warknęły i zawsze kiedy im czegoś odmawiam, akceptują to automatycznie. Pomyślałam wówczas, że coś z tą teorią musi być nie tak. Zaczęłam więcej czytać i jeszcze intensywniej obserwować psy.  Zauważyłam, że  psy bardzo lubią swoje „rytuały”. Jeżeli zawsze jedzą w tym samym miejscu, to nie będą zaglądać pozostałym do misek, od razu biegną do swojego miejsca i grzecznie czekają, aż przyjdę z miską. Kiedyś z ciekawości zmieniłam im kolejność podawania misek z jedzeniem i postawiłam jednemu z nich miskę w innym miejscu. Okazało się, że taka sytuacji wzbudziła tak ogromny chaos, że psy zaczęły jeść wszystkie z jednej miski i ciężko było wrócić do codziennego „rytuału”. Przykład ten podaję chcąc podważyć teorię, że pies nie może jeść przed człowiekiem, bo będzie go dominował. Pies przyzwyczajony do tego, że Pan podaje mu jedzenie, a następnie sam siada do posiłku będzie się awanturował i domagał swojego ze względu na to, że jego „rytuał” został zakłócony, a nie ze względu na to, że traci dominację. Dodatkowo bardzo lubię bawić się z moimi psami w przeciąganie. Osobiście uważam, że uznanie tego typu zabawy za zagrożenie mojej pozycji jest trochę niedorzeczne. Moje psy są pełne energii i chęci do zabawy. Taki rodzaj aktywności bardzo im służy, tracą przy tym dużo energii i spędzają czas ze mną, dzięki czemu nasza więź staje się silniejsza. Myślę, że ten rodzaj zabawy może pomóc zyskać trochę pewności siebie psu, któremu zdecydowanie jej brakuje. Poprzez wygrywanie zabaw siłowych można również pomóc w terapii psów lękliwych. Sama posiadam psa, który jest bardzo lękliwy i na własnym przykładzie wiem, że ten rodzaj zabawy daje mu wiele frajdy, a wygrana powoduje, że „ogon nosi wyżej” niż zwykleJ Kolejno jak już wcześniej wspomniałam moje psy siedzą na kanapach, ba czasami między sobą się kłócą lub podsiadają się żeby tylko móc poleżeć trochę na kanapie. Uwielbiam ten widok, ponieważ zawsze bije od nich szczęście. Często „śpiewają” i domagają się pieszczot leżąc, ale w momencie kiedy stwierdzam, że starczy już tego dobrego i każę zejść z kanap robią to bez żadnego sprzeciwu, no może czasami próbują ubłagać wzrokiem jeszcze kilka minut na kanapie, a ja z racji tego, że je strasznie rozpieszczam pozwalam im na to. Uważam, jednak że leżenie na kanapie przez psa nie jest żadną oznaką dominacji, a jedynie przyjemnością dla nich. Myślę jednak, że bardzo uciążliwym może być dla właściciela nieposłuszny pies, który nie reaguje na komendy i nie chce zejść z sofy. Tutaj duże znaczenie odgrywana wychowanie psa przez właściciela, a nie chęć dominacji.

 Tym sposobem przeszłam do kolejnej kwestii otóż do wychowania psa. Teoria dominacji według mnie jest świetnym narzędziem w rękach trenerów, którzy trafiają właśnie na źle wychowane psy. Dużo łatwiej według mnie jest treserom powiedzieć, że pies przejawia takie, a nie inne zachowania ze względu na to, że chce zdominować właściciela niż powiedzieć wprost, że właściciel zawinił źle wychowując psa. Dla przykładu spotkałam się z sytuacją, gdzie na szkolenie przyszedł Pan ze swoim pupilem skarżąc się, że pies strasznie ciągnie na smyczy i wbiega po schodach ciągnąc Pana za szybko do góry przez co właściciel (starszy Pan) już kilka razy się przewrócił. Treser wysłuchując żalów właściciela i spoglądając na 50 kg psa stwierdził, że są to przejawy dominacji psa. Pan się wystraszył i całkowicie uwierzył słowom tresera rozpoczynając szkolenie. Obserwowałam z boku jak sobie radzili. Już po chwili mogłam stwierdzić, że nie chodziło tu o żadną teorię dominacji, a po prostu o niewłaściwe wychowanie psa. Piesek od maleńkiego ciągnął na smyczy, nigdy nie był uczony poprawnego chodzenia na luźnej smyczy, czy też przy nodze.  Dla psa to było normalne zachowanie, po założeniu obroży. Nauczono, go że aby dotrzeć do celu należy ciągnąć. Zauważyłam również, że treserzy wykorzystują również bardzo często teorię dominacji tłumacząc agresywne zachowania psów. Łatwo jest im powiedzieć, że pies atakuje inne psy ze względu na to, że czuje się alfą i musi bronić swojego „stada” czyli właściciela. Nie dopuszczają do siebie myśli, że agresywne zachowanie może mieć zupełnie inne podłoże. Na przykład pies może być źle odżywiany, bądź nie zapewnia mu się odpowiedniej dawki ruchu i uwagi. Psy, jak już pisałam we wcześniejszych pracach nie są zwierzętami dążącymi do konfliktu, wolą swoje problemy rozwiązywać pokojowo i nie wchodzić sobie w drogę. Wnioskować można z tego, że w chwili gdy pies zaczyna przejawiać agresję posiada jakiś problem natury psychicznej (lękliwość) bądź fizycznej,

Zastanawiając się dłużej nad teorią dominacji, dochodzę do wniosku, że zwolennicy tej teorii nieświadomie stwarzają barierę między właścicielem, a psem. Stosując się do postulatów tej teorii powodują, że pies nie tworzy z właścicielem odpowiedniej więzi. Nie karmiąc z ręki swojego psa, sprawia że ten nie skupia na nim swojej uwagi. Przyczynia się również do tego izolowanie psa, spanie w innych pomieszczeniach, unikanie wszelkich rodzajów czułości, ze względu na obawy, że pies stanie się dominującym. Osobiście nie wyobrażam sobie takiej relacji. Człowiek zazwyczaj decydując się na psa, szuka w nim kompana i najlepszego przyjaciela, a posługując się nakazami teorii dominacji taka relacja jest trudną do uzyskania.

  Podążając dalej tematem dominacji, odbiegłam troszkę od tematu stricte teorii dominacji i zaczęłam szukać hierarchii w stadzie moich psów. Posiadam ich pięć, każdy w innym wieku. Przyglądałam się ich zabawom, wspólnym spacerom, doszukując się oznak dominacji, czy prób przejęcia władzy w stadzie. Zaobserwowałam, iż moje psy faktycznie posiadają pewną hierarchię w swoim malutkim stadzie. Przewodniczy im najstarszy osobnik. Mimo, że nie jest z nich najsilniejszy, najsprytniejszy ani najodważniejszy, jednakże był pierwszy i wprowadzał w nasz mały świat pozostałe. Muszę tutaj zaznaczyć, że każdy z moich psów dołączał do pozostałych w wieku 8 tygodni przez co nie dochodziło do żadnych konfliktów i od maleńkości wychowywały się w swoim towarzystwie. Podejrzewam, że pojawienie się starszego psa,  mogłoby spowodować konflikty w stadzie. Doszłam do wniosku, że moje psy same chciały aby to właśnie ten osobnik był osobnikiem alfa, gdyż nigdy nie widziałam aby, któryś z nich siłowo próbował przejąć władzę.

Podsumowując uważam, że hierarchia wśród psów żyjących razem występuje, jednakże jest ona wywołana koniecznością, tak jak w przypadku ludzi – ktoś musi przewodzić aby nie zapanował chaos. Jednakże nie sądzę aby pies uważał człowieka jako swoje stado i chciał przejąć na nim dominację. Człowiek jest przewodnikiem dla psa, a odpowiednie wychowanie i socjalizacja  psa powoduje, że pies jest wesoły, oddany i posłuszny swojemu Panu niezależnie od rasy.

Według mnie, teoria dominacji jest niesłuszna, a ludzie powinni przestać kierować się nią wychowując swoje psy. Uważam, że każdy pies zasługuje na odrobinę miłości od swojego właściciela. Myślę, że pies który doświadcza pieszczot i czułości  jest dużo szczęśliwszy, chętniej się uczy, gdyż wie, że za swój wysiłek uzyska nagrodę choćby w postaci smaczków, uśmiechów, czułych słów. Pies wychowywany na teorii dominacji będzie niechętnie współpracował czując, że jego właściciel obawia się, że jakimkolwiek gestem czułości spowoduje, że pies przejmie nad nim dominację. 

DZIEŃ Z ŻYCIA PSA :)


Pies jest zwierzęciem najbliższym człowiekowi i najbardziej od człowieka zależnym. Od zarania dziejów pies towarzyszył człowiekowi w jego codziennym życiu i pracach w zamian na jedzenie i spanie. Przez te wszystkie lata rola psa nabierała innego znaczenia, aż do dziś, gdzie psa traktujemy głównie jako przyjaciela i towarzysza naszego życia. Przez to, że jesteśmy ludźmi traktujemy psy po ludzku, próbujemy narzucić im własny system wartości i oceniamy naszymi ludzkimi kategoriami. Jak wobec tego co właśnie napisałam widzi nas nasz pupil? Co odczuwa podczas zwykłego dnia naszego wspólnego życia? W tym eseju postaram się przybliżyć czysto teoretycznie to jak widzi nasze zachowanie nasz pies.

Dzień w przeciętnym ludzkim domu zamieszkałym przez psa rozpoczyna się zazwyczaj od tego, że psiak wskakuje nam do łóżka i liże, liże ile się da i po czym się da byleby tylko obudzić swojego Pana. Bardziej natrętny osobnik szczeka. To znak, dla Pana, że pieskowi chce się siusiu, ale czasami wychodzimy z takim małym natrętem na spacer, krążymy po parku pół godziny i nic, więc o co chodziło? Może po prostu piesek obudził się stwierdził, że nudno mu tak samemu i postanowił obudzić sobie towarzysza do zabawy albo po prostu chciał zwrócić na siebie uwagę. Wracamy z takiego spaceru piesek zjada śniadanie i wygodnie zasypia na kanapie, bo przecież nie będzie leżał na twardej terakocie, a na dworze było tak zimno, że fajnie poleżeć na czymś miękkim i ciepłym. Niestety Pan ma inne zdanie na temat leżenia na kanapie i krzyczy na psiaka. Pies oczywiście nie rozumie co tak pobudziło ukochanego Pana bo przecież często leżał na tej kanapie, próbuje go uspokoić wysyłając różne sygnały, ale gdy to nie przynosi efektu zmieszany pies zasypia. Po pół godziny okazuje się, że zwiększająca się temperatura w domu i gruba warstwa futra przekonuje psiaka do chłodnej terakoty. Po drzemce Pan postanawia poćwiczyć trochę ze swoim pupilem. I tutaj już mamy ogromne pole do popisu w wyborze metod szkoleniowych. Przypuśćmy, że Pan wybiera pozytywne szkolenie przy użyciu klikera. Pies przejawia ogromne zainteresowanie nowym przedmiotem w rękach swojego Pana i wyczuwa jakieś dobre jedzonko więc jest chętny do pracy. Niestety Pan podczas szkolenia myśli o tym co musi przygotować do pracy i jego humor ulega pogorszeniu. Pies również nagle przestaje dobrze wykonywać polecenia, bo skoro Pan taki roztargniony to w złym momencie klika i pies nie ma już pojęcia o co chodzi. Szkolenie w takiej atmosferze trwa dalej, Pan się irytuje i złości na psa, że źle wykonuje polecenia. Pies przestaje współpracować, a w przyszłości będzie szczególnie unikał tego typu szkolenia, bo przecież wiąże się to ze złymi emocjami. Po takim szkoleniu pies zaszywa się w części domu gdzie nikt go nie będzie szukał i czeka aż zły humor minie. Po jakimś czasie wraca przytulić się do swojego Pana, bo przecież zbyt długo nie potrafi bez niego żyć.

Podsumowując ludzkie emocje odgrywają ogromną rolę w kontaktach psa z człowiekiem. Człowiek często poprzez nadawanie psu cech ludzkich  złości się na psa, za źle wykonane ćwiczenie czy błędy w wychowaniu jakie popełnił lata wcześniej. Wychowanie psa na grzecznego i spełniającego wymagania stawiane przez człowieka wymaga prawidłowego szkolenia psa od pierwszych miesięcy jego życia.

WPŁYW DIETY NA WYGLĄD I ZACHOWANIE PSA


        Rodzaj pożywienia jakie podajemy naszym psom na ogromny wpływ na ich zachowanie oraz stan zdrowia. Ludzie karmią swoje zwierzęta różnymi karmami. Część ludzi decyduje się na suchą karmę, inni gotują psu, a jeszcze inni uważają, że najlepszym dla ich psów jest jedzenie jakie sami jedzą, dlatego pies dostaje resztki z obiadów. Każda z tych grup może mieć rację, a jego pies, na preferowanej przez właściciela diecie, może wygląda zdrowo i radośnie. Istnieją jednak przypadki, gdy preferowana przez właściciela dieta nie służy psu, co często widać już na pierwszy rzut oka, po stanie zdrowia, sierści, czy zachowaniu psa. Celem mojej pracy było znalezienie psów, którym stosowana dieta nie służyła. Następnie wprowadzenie radykalnych zmian w ich diecie i ocena zaobserwowanych zmian w zachowaniu, czy też wyglądzie psa, o ile takie nastąpiły.
Znalezienie psów, których problemy według mnie wynikały głównie ze złej diety nie było niczym trudnym do zrealizowania, niestety dużo większą trudność sprawiło mi przekonanie właścicieli do zmiany diety. Ostatecznie udało mi się znaleźć trzy psy, którym dość radykalnie zmieniłam dietę.
Pierwszym z obserwowanych przeze mnie przypadków był duży samiec berneńskiego psa pasterskiego. Psy te charakteryzują się piękną, lśniącą, trójbarwną szatą. Niestety osobnik jakiego napotkałam na szkoleniu niczym nie przypomniał tego pięknego psa. Jego szata była rzadka, matowa. Włosy były szorstkie w dotyku, a piesek cały czas się drapał. Postanowiłam porozmawiać z właścicielami. Z wstępnego wywiadu dowiedziałam się, że piesek jest w trakcie leczenia. Jak się okazało pies co pewien czas dostaje wysypki, która charakteryzuje się początkowo pojawianiem się czerwonych plam, które szybko zmieniają się w ropne bąble. Nie zastanawiając się długo zapytałam właścicieli czym karmią bernusia. Byli lekko zaskoczeni moim pytaniem ale odpowiedzieli, że kiedyś gotowali psu sami, ale teraz karmią go gotową suchą karmą poleconą przez znajomych. Znajomi zachwalali, że psu bardzo smakuje więc sami postanowi spróbować. Okazało się, że psu faktycznie bardzo smakuje, nawet dopomina się o dodatkowe porcje. Drążąc dalej temat dowiedziałam się, że podawana przez właściciela karma była bardzo niskiej jakości. Wyjaśniłam właścicielom, że wszystkie problemy zdrowotne z jakimi borykają się mogą być wynikiem obecnej diety. Prawdopodobnie pies jest uczulony na jakieś składniki podawanej karmy przez co pojawiają się u niego ropne zapalenia. Początkowo chciałam im zaproponować powrót do gotowanego jedzenia, jednakże stwierdzili, że niestety czasowo to dla nich ogromna przeszkoda, więc ostatecznie zgodzili się na przejście na inną suchą karmę, jednakże już klasy Premium. Z ich relacji wynikała, że bazowymi składnikami karmy jaką podawali były zboża, a w dalszej kolejności kurczak, dlatego postanowiłam wprowadzić karmę klasy Premium, której głównym składnikiem jest jagnięcina (gdyż istnieje możliwość, że berneńczyk jest uczulony na kurczaka), a w dalszej kolejności występują zboża, suszone owoce, mikro i makroelementy, wszystko odpowiednio zbilansowane. Po dwóch tygodniach stosowania zaleconej przeze mnie diety problemy skórne zniknęły. Niestety sierść nadal była w kiepskiej kondycji, dlatego poprosiłam właścicieli o dalsze stosowanie obranej przeze mnie diety. Dzisiaj mijają już cztery miesiące od czasu naszej konsultacji. Przez cały ten okres pies jadał tylko tę jedną karmę Premium. Moje zaskoczenie było ogromne, gdy ujrzałam tego psa po tym okresie. Okazało się, że dzięki zmianie diety nie pojawiły się żadne zmiany skórne, dodatkowo jego sierść stała się lśniąca, bardzo gęsta i niesamowicie miła w dotyku.
          Kolejnego psa, któremu udało mi się zmienić dietę spotkałam na spacerze w parku. Spacerowałam z moją suczką ćwicząc z nią przy okazji różnego rodzaju komendy, gdy nagle przemknęła obok mnie Pani dosłownie ciągnięta przez swojego psa po ziemi. Postanowiłam pomóc tej Pani w zapanowaniu nad owczarkiem niemieckim. Wspólnymi siłami udało nam się zatrzymać olbrzyma. Pani była w desperacji, nie musiałam nawet zbyt wiele podpytywać aby usłyszeć całą ich historię. Okazało się, że pies jest bardzo nadpobudliwy i nie potrafi usiedzieć w miejsc nawet przez krótką chwilę. Z relacji wynikało, że każdy spacer wygląda jak ten wyżej przeze mnie opisany. Pani bardzo poważnie zastanawiała się nad oddaniem swojego podopiecznego, gdyż według niej, wypróbowała już wszelkie możliwe sposoby okiełznania bestii. Opowiadała o szkoleniach, nauce chodzenia przy nodze na kolczatce i wielu innych metodach proponowanych przez szkoleniowców. Z uwagi, iż dostrzegłam w tej parze idealny przykład wart opisania w tej pracy, a także z czystej chęci pomocy, zadałam Pani kilka pytań odnośnie ich życia. Dowiedziałam się, że owczarek jest naprawdę kochany przez swoich właścicieli, poświęcają mu oni dużo czasu, serwują dużą dawkę ruchu i karmią najlepszymi kąskami. Najlepszymi kąskami okazało się surowe mięso. Właściciele psa uważali, że pies najlepiej będzie rósł i najzdrowiej będzie dla niego gdy będzie jadł głównie mięso. Gdy usłyszałam na jakiej diecie jest owczarek od razu zaproponowałam Pani zmianę na dietę zawierającą mniejsze ilości białka, według mnie w tym wypadku głównej przyczyny nadpobudliwości psa. Pani początkowo dość sceptycznie podchodziła do mojej propozycji ale ostatecznie zdecydowała się na gotowanie psu jedzenia. W nowej diecie psa pojawiło się gotowane mięso (w znacznie mniejszej ilości niż dotychczasowa) wraz z ryżem i dodatkiem marchwi, siemienia lnianego, całego jaja kurzego. Zaleciłam także aby serwować mu czasami kurze łapki, a także „dosmaczać” jedzenie białym serkiem i jogurtami naturalnymi. Po dwóch tygodniach piesek jakby stał się nieco spokojniejszy. Wiedząc, że sama zmiana diety nie sprawi, że piesek stanie się posłusznym zaproponowałam właścicielce inną niż dotychczas metodę szkolenia polegającą na pozytywnym szkoleniu. Owczarka wraz z Panią poznałam dwa miesiące temu. Od tego czasu pies jest na sugerowanej przeze mnie diecie i z otrzymanych informacji wynika, że czyni znaczne postępy w szkoleniu, a właścicielka nie myśli już o oddaniu swojego pupilka.
Trzecim przykładem psa, którego dietę zmieniłam jest przykład mieszańca moich sąsiadów. Z racji tego, że nie raz widziałam jego kupki, których wygląd i konsystencja miała wiele do życzenia. Dodatkowo piesek ten nie szczycił się piękną szatą, raczej wyglądał jakby był wiecznie brudny, a miejscami widać było gołym okiem, że sierść jest bardzo rzadka. Właściciele nie przywiązywali zbytnio uwagi do wyglądu swojego psa. Uważali, że najlepszą dietą dla ich psa jest to samo jedzenie, które oni spożywają, niestety według mnie kondycja psa i jego wygląd mówiły wręcz odwrotnie. Przeprowadziłam z nimi wiele rozmów próbując im wytłumaczyć, że ich poglądy są troszkę błędne, aż w końcu któregoś dnia zgodzili się na próbę zmienić dietę psu. Zgodę na takie przedsięwzięcie uznałam jako mój mały osobisty sukces i od razu zakupiłam worek bardzo dobrej suchej karmy, nie czekając aż właściciele przypadkiem się rozmyślą. Początkowo pieskowi sucha karma średnio smakowała, w końcu nigdy czegoś takiego nie jadł. Z czasem, prawdopodobnie jak troszkę się przegłodził zaczął ją chętnie zjadać. Po dwutygodniowej obserwacji okazało się, że kupki zadowalają mnie swoim wyglądem i konsystencją. Właściciele o dziwo dostrzegli te zmiany, głównie ze względu na to, że pies przestał mieć gazy, które wcześniej bardzo im przeszkadzały. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu ten fakt był dla nich wystarczającym powodem do decyzji o dalszym żywieniu mieszańca zaproponowaną przeze mnie suchą karmą. Obecnie mija miesiąc od zmiany diety, a z uwagi na to, że mam tego pieska „po sąsiedzku”, łatwo jest mi zaobserwować widoczną już poprawę sierści psa.

       Opisane przeze mnie trzy przypadki są dowodem na to, że każdy pies jest inny i każdy potrzebuje odpowiednio zbilansowanej i dobranej dla siebie diety, aby wyglądał na pięknego, wesołego i przede wszystkim zdrowego psa.
 

PORÓWNANIE SUCHYCH KARM

Przedstawię dzisiaj porównanie 3 suchych karm o tym samym przeznaczeniu ale zupełnie innej CENIE :)


Obecnie na polskim rynku można znaleźć ogromną ilość różnych karm dla psów. Jednakże wszystkie można podzielić na trzy podstawowe klasy: karmy kiepskiej jakości (tanie- dostępne w supermarketach), karmy średniej jakości, oraz karmy premium (dobrej i najlepszej jakości). Karmy premium i super premium są rodzajem karm wytwarzanych pod stałą kontrolą i z wysokiej jakości składników. Odpowiadają potrzebom psów w każdym wieku i przede wszystkim są łatwo strawne. Oczywiście ma to swoje odbicie w cenie, gdyż są bardzo drogie. Kolejną grupę stanowią karmy średniej jakości. Karmy te są stosunkowo tanie, gdyż stosuje się do ich produkcji składniki gorszej jakości. Znaczy to tyle, że np. zamiast przebadanego weterynaryjnie mięsa, użyto odpadów poubojowych. Ostatnią grupą są karmy najsłabszej jakości. Zazwyczaj są to karmy dostępne w supermarketach, zarówno te reklamowane w telewizji, jak i te bez znaczącej marki, a ich ceny są  bardzo niskie. Zawierają bardzo mało składników odżywczych, a do ich produkcji używane są różnego rodzaju odpady. Dodatkowo ich smak nie jest dla psów zachęcający, dlatego dodaje się do nich sztuczne aromaty i sól, by zachęcić konsumentów.
Ponadto karmy dla psów można podzielić na karmy mokre i suche.  Suche karmy są dziś najczęściej kupowaną formą jedzenia dla psów. W porównaniu z karmami (mokrymi) w puszkach lub pół-mokrymi są znacznie bardziej ekonomiczne i łatwiejsze w przechowywaniu. Suche karmy mają większą zawartość kalorii w porównaniu z karmami puszkowanymi tej samej firmy. Związane jest to z większą zawartością wody w mokrym jedzeniu.
Jak wiadomo zwierzęta mają inne wymagania pokarmowe niż ludzie, co wynika z wielu różnic anatomicznych i fizjologicznych. Optymalna dawka pokarmowa dla zwierząt powinna zawierać właściwie zbilansowane składniki energetyczne, budulcowe, witaminy, minerały i inne substancje. Takie właśnie kryteria spełnia dobrze dobrana karma.
W niniejszej pracy postaram się opisać skład trzech suchych karm powszechnie dostępnych na polskim rynku, a następnie wybrać tę, która według mnie będzie najlepsza dla prawidłowego rozwoju i funkcjonowania psa.  Wszystkie trzy wybrane przeze mnie karmy są o tym samym smaku i są przeznaczone dla dorosłych psów dużych ras, jednakże znacznie różnią się ceną. Analizę rozpocznę od karmy Acana Large Breed, następnie opiszę karmę Brit Adult Large Breed, a na końcu przejdę do karmy Pedigree Adult z drobiem i warzywami.
         Pierwszą karmą, którą zaprezentuje będzie Acana Large Breed która jest najdroższą z wybranych przeze mnie produktów. Producenci owej karmy, zresztą jak wszyscy inni, zachwalają swój produkt takimi o to słowami: „Duża zawartość białka i niewielka węglowodanów lepiej odzwierciedla naturalna dietę, ACANA nie zawiera żyta, pszenicy, kukurydzy i glutenu (składniki, które często wywołują alergie). Dlatego kipiąca smakowitym białkiem, przygotowana jest z najlepszych mięsnych składników (55%), włączając w to świeżego kurczaka i całe jajka z lokalnych farm oraz świeżego łososia z Vancouver - które są dostarczane świeże każdego dnia, nie mrożone czy w inny sposób konserwowane.” Analizując skład okazuje się, że Acana zawiera 34% białka, na co składa się aż 40% dehytratyzowanego mięsa z kurczaka, 14% tłuszczu, 30% węglowodanów, a także bardzo ważne niezbędne nienasycone kwasy tłuszczone, glukozaminę i chondroitynę i wiele witamin, aminokwasów oraz innych składników mineralnych. Jej wilgotność stanowi 10% z czego wynika, że faktyczna ilość białka wynosi 38%. Wartość energetyczna tej karmy wynosi 4000 kcal na kilogram produktu.
           Kolejną karmą, której skład poddam analizie jest Brit Adult Large Breed. Jest to karma dużo tańsza od poprzedniej, klasyfikowana jako karma średniej klasy. W jej skład wchodzi 23% białka, w tym minimum 35% mięsa drobiowego i produktów pochodzenia drobiowego, 9% tłuszczu. Dane dotyczące zawartości węglowodanów nie są nigdzie zamieszczone, natomiast wiadomym jest, że w skład owej karmy wchodzą również  glukozamina i siarczan chondroityny. Karma ta posiada również dużo mniej i w mniejszych ilościach składników mineralnych niż ta wyżej opisana. Jej wilgotność jak w przypadku poprzedniej karmy wynosi 10%, z czego wynika, że faktyczna ilość białka wynosi 26%.

Trzecią karmą, której skład opiszę jest Pedigree Adult z drobiem i warzywam. Niestety karma ta nie posiada podziału ze względu na wielkość psa. Oferowana przez producentów karma przeznaczona jest dla wszystkich ras. Jest to najtańsza z wybranych przeze mnie karm. W jej skład wchodzi minimum 20% białka, w tym mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego w ilości 4% drobiu w granulkach drobiowych. Ponadto zawiera 13% tłuszczu oraz niewielką ilość składników mineralnych. Jej wilgotność wynosi także 10%, a więc faktyczna ilość białka wynosi 22%, jednakże należy zwrócić uwagę jaki mały procent stanowią w tym produkty pochodzenia mięsnego.
Jak widać wybrane przeze mnie karmy bardzo różnią się składem ilościowym jak i jakościowym, jednakże każdy z producentów zapewnia, że jego karma jest właściwie zbilansowana, a pies żyjący na takiej diecie będzie rozwijał się prawidłowo i będzie zdrowy. Według mnie zaletą ostatniej przedstawionej przeze mnie karmy jest jedynie jej cena!! Pedigree posiada bardzo niską zawartość białka, które głównie pochodzi ze zbóż, dodatkowo przyglądając się składowi karmy okazuje się, że w skład tych zbóż wchodzi jedynie 4% pszenicy oraz 4% ryżu w granulce. Analizując ten skład nasuwa się jedynie pytanie: jakich wypełniaczy muszą używać producenci tej karmy? Podejrzewam, że psy przebywające wyłącznie na takiej diecie, są to psy chore, którym nie dostarczono z pokarmem podstawowych składników mineralnych, witamin oraz aminokwasów. Dla przykładu karma ta zawiera 1,2% wapnia natomiast brak w jej składzie fosforu, a jak wiadomo dla prawidłowego rozwoju psa niezbędny jest odpowiedni stosunek wapnia do fosforu. Wprowadzając w dietę psa sam wapń bez fosforu automatycznie zakłóca się gospodarkę elektrolityczną organizmu.
Karma Brit jest karmą, którą poleciłabym właścicielom psów ze względu na jej cenę, jednakże sugerowałabym udane się z analizą jej składu do weterynarza celem dobrania odpowiednich witamin, aby uzupełnić brakujące witaminy oraz mikroelementy. Karma ta jest karmą średniej jakości, widać to już po tym, iż zawiera mięso oraz produkty pochodzenia drobiowego, w tym zapewne skóry, kości, pazury oraz pióra stanowią największy procent. Dodatkowo karma ta zawiera duże ilości kukurydzy, która bardzo często stanowi czynnik alergenny u psów. Producenci Brita nie informują o ilości węglowodanów, dlatego prawdopodobnie jest ich bardzo dużo biorąc pod uwagę  ilość składników zbożowych. Można przypuszczać, że ze względu na tak dużą ilość cukrów prostych psy na tej diecie łatwo będą przybierać na wadze, co może skutkować otyłością. Plusem tej karmy jest zachowanie odpowiedniego stosunku wapnia do fosforu który wynosi jak podają różne źródła od 1,2 do 1 lub 1,5 do 1 oraz obecność glukozaminy i chondroityny (utrzymujących stawy w dobrej kondycji), których ilości producent niestety nie podaje. Dodatkowo karma ta zawiera naturalne antyoksydanty, które wpływają na zwiększenie odporności piesków.  Podsumowując karma ta pozostawia wiele do życzenia jeżeli chodzi o jej skład, jednakże podejrzewam, że pies będący na takiej diecie będzie zdrowy i nie zabraknie mu niezbędnych składników dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, o ile właściciel zadba o uzupełnienie takiej diety w witaminy i makro oraz mikroelementy, i oprócz wizyty  u weterynarza będzie dodatkowo podawał psu galaretki, biały ser, jogurty, a także surowe kości od czasu do czasu. Jednakże w takim wypadku należy się zastanowić czy nie zakupić lepszej karmy i zaoszczędzić sobie kłopotu z doborem brakujących składników, bo zawsze trzeba pamiętać, że nieodpowiednio przygotowany właściciel poprzez dodatek witamin do diety może doprowadzić do przewitaminowania swojego pupila co jest równie niebezpiecznie jak brak witamin. 
Karmę Acana poleciłabym, z czystym sumieniem, wszystkim posiadaczom psów. Jest to karma zdecydowanie bogata w odżywcze białko, natomiast posiada niewielką ilość węglowodanów, o których producenci poprzednich karm nic nie wspominali. Producenci podają, iż karma zawiera świeże mięso kurczaka, całe jaja oraz świeże łososie, bo świadczy zdecydowanie na korzyść produktu. Dodatkowo Acana nie zawiera pszenicy, kukurydzy i glutenu, czyli składników, które często wywołują problemy z trawieniem oraz alergie. Zamiast nich zawiera owoce, warzywa i parowany owies, który pomaga w regulacji poziomu cukru we krwi oraz są ubogie w cukry proste, które prowadza do nadwagi. Ponadto, Acana zawiera składniki, które nie były obecne w pozostałych dwóch karmach, mianowicie nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 (DHA, EPA), które wzmacniają odporność, jak również zapewniają zdrową skórę i lśniącą sierść. Dodatkowo  morskie wodorosty i zioła obecne w Acanie dostarczają naturalnych antyoksydantów oraz związków chemicznych, które usprawniają metabolizm psa. 
Podsumowując z przedstawionych przeze mnie karm najlepszą dla psów jest dieta oparta na karmie Acana. Dieta oparta na karmie Brit dla zapewnienia odpowiednich zbilansowanych składników wymaga podawania dodatkowych mikroelementów, natomiast karmę Pedigree odradzam wszystkim właścicielom, którzy chcą mieć zdrowe, dobrze wyglądające, radosne psy. 

"Pozytywne szkolenie psów" Barbara Waldoch - RECENZJA



Ostatnio przeczytaną przeze mnie książką dotyczącą szkolenia psów była książka Pani Barbary Waldoch pod tytułem „ Pozytywne szkolenie psów”. Jej autorka Pani Waldoch  od 28 lat mieszka
w Zachodniej Australii wraz ze swoim mężem. Posiada psy takich ras jak: sznaucer olbrzym, czarny terier rosyjski i krzyżówkę bullteriera. Działalnością kynologiczną zajmuje się od ponad 25 lat. W 1997 rozpoczęła współpracę ze środowiskiem szkolącym psy w Polsce. Zajmowała się szkoleniem psów do wielu dyscyplin kynologicznych takich jak : schutzhund, posłuszeństwo, tropienie, agility, flyball, freestyle (tańca z psem),
 na wystawy, była także sędzią tropienia w australijskim związku kynologicznym. Ponadto Pani Barbara Waldoch udziela się społecznie jako instruktor posłuszeństwa, agility i tropienia.W roku, w którym rozpoczęła współpracę ze środowiskiem szkolącym psy w Polsce, czyli 1997 zainteresowała się szkoleniem psów przy użyciu klikera. Bardzo szybko uznała tę metodę szkolenia za najlepszą dla psa i przewodnika, opierając swą pracę z psami wyłącznie na niej. Pani Barbara postanowiła rozpropagować metody szkolenia klikerem w Polsce, w tym celu  od 8 lat prowadzi na Yahoo polską internetową listę klikerową o nazwie "Kliker". Zależy jej na rozpowszechnianiu tej metody w naszym kraju ze względu na to, że nadal głównymi narzędziami pracy przewodnika i psa w Polsce jest kolczatka i przemoc fizyczna.
Książka Pani Waldoch „Pozytywne szkolenie psów ” dotyczy szkolenia przy użyciu klikera. Metoda ta stosowana jest na świecie od wielu lat. Początkowo stosowano ją w nauce zwierząt, których nie da nakłonić się do współpracy posługując się przymusem np. delfiny. Od niedawna metoda ta zdobyła popularność wśród osób szkolących psy. Sednem pozytywnego szkolenia jest nagradzanie psa za każde pożądane przez przewodnika zachowanie, które zmotywowany pies  będzie chętnie powtarzał, bez użycia przymusu.
Książka podzielona jest na 6 rozdziałów. Po przeczytaniu samych ich tytułów łatwo odgadnąć co odnajdziemy w każdym z nich. Rozpoczyna się rozdziałem opisującym sprzęt szkoleniowy. Dzięki czemu osoba nie słysząca nigdy wcześniej  o metodzie szkolenia pozytywnego od pierwszych stron zapoznaje się z niezbędnymi narzędziami ułatwiającymi pracę z psem. Czytelnik poznaje odpowiednie zastosowanie, a także po przeczytaniu tego rozdziału może podjąć próbę dobrania odpowiednich narzędzi szkoleniowych . Kolejny rozdział zawiera podstawy teoretycznie. Według mnie bardzo słusznie autorka postąpiła zamieszczając tego typu rozdział w swojej książce. Pani Waldoch pokusiła się w tym rozdziale o przekazanie wiedzy na temat procesu uczenia się psa. Autorka pisze, że wiedza zawarta w tym rozdziale nie jest niezbędną do przystąpienia do szkolenia. Myślę jednak, że wiadomości w nim zawarte są bardzo cenne dla czytającego ze względu na to, iż każdy zabieg pozwalający zrozumieć jak funkcjonuje  pies ułatwia  pracę z nim. Kolejne rozdziały opisują już sam proces nauki. Początkowo autorka uczy jak skojarzyć u psa dźwięk klikera z nagrodą jaką stanowią „smaczki”. Opisuje również jak długo powinien trwać trening biorąc pod uwagę wiek i rasę psa aby nie zniechęcić pupila do pracy, a także wypowiada się na temat częstotliwości powtarzania treningu. Dodatkowo zwraca uwagę na postawę przewodnika i opisuje kilka ćwiczeń mających na celu poprawę refleksu, aby przewodnik nie wzmacniał niepożądanych zachowań u psa. Dalsza część książki w łatwy sposób przybliża w jaki sposób można nauczyć psa przeróżnych komend. Autorka bardzo wiele uwagi poświęca na dokładne wykonywanie następujących po sobie czynności celem precyzyjnego wyjaśnienia wykonywania komend. Osoby rozpoczynające przygodę z tego rodzaju tresurą odwzorowując opisane punkt po punkcie czynności nie powinny mieć obaw, że zatrzymają się w którymś momencie nie rozumiejąc intencji autorki.  Dodatkowo Pani Waldoch w książce zamieszcza tzw. „Uwagi Reksika”, w których zawarte są wypowiedzi psa na temat jego punktu widzenia, podczas nauki komend.  Zabieg ten według mnie nie powinien być traktowany poważnie przez czytelnika. Podejrzewam, że ma na celu rozbawienie czytelnika.
Uważam, że książka Pani Waldoch została napisana przyjaznym, lekkim językiem. Jej struktura została dokładnie przez autorkę przemyślana, dzięki czemu każdy człowiek rozpoczynający lub kontynuujący swoją przygodę z psami znajdzie w niej coś ciekawego dla siebie. Coraz więcej słyszy się negatywnych opinii na temat szkolenia tradycyjnego dlatego książka Pani Waldoch przeznaczona jest dla osób, które poszukują metod szkolenia psów bez zastosowania przemocy, opartych na wzajemnej współpracy. Dodatkowo uważam, że książka okaże się pomocną dla wystawców, którzy dzięki niej będą w stanie wychować inteligentne psy pięknie prezentujące się i współpracujące z handlerem na ringu. Ponadto pomoże przygotować pupila do zawodów PT (pies towarzysz) ze względu na to, że szczegółowo opisuje wymagania jakie stawiane są psu aby bezproblemowo zaliczyć egzamin. Książka adresowana jest także, do wszystkich osób które chcą mieć posłusznego towarzysza, wykonującego podstawowe ćwiczenia czy sztuczki, które będą sprawiały radość zarówno psu jak i jego właścicielowi. Ze względu na wyżej wymienione pozytywne aspekty książki uważam ją za godną przeczytania i skorzystania z rad Pani Waldoch wszystkim, którzy poszukują innych niż tradycyjne szkolenie metod nauczania swoich psów. Ja rozpoczęłam szkolenie z moimi psami metodami proponowanymi przez autorkę i widzę ogromne postępy już po kilku dniach szkolenia, dlatego moja opinia nie jest jedynie oparta na podstawie przeczytania książki ale również na podstawie wprowadzenia w życie metod nauczania do jakich przekonuje Pani Barbara Waldoch.

ROZWAŻANIA NA TEMAT: TEORIA DOMINACJI I SZKOLENIE TRADYCYJNE


       Psy są zwierzętami najbardziej zależnymi i najbliższymi człowiekowi ze wszystkich stworzeń żyjących na ziemi. Człowiek latami udomawiał psa aby stał się jego towarzyszem, pomocnikiem i stróżem domostwa. W ostatnich latach w Polsce znacznie wzrosło zainteresowanie ludzi zwierzętami jakimi są psy. Ludzie zaczęli dbać o ich dobro, rozpoczęli walkę przeciwko ich bestialskiemu traktowaniu przez nieświadomych, niewrażliwych ludzi, którzy uważali, że miejscem psa jest buda, a najlepszą obrożą łańcuch. Pomogło w tym nagłaśnianie przez media życia tych biednych zwierząt w schroniskach, a także ujawnianie jak traktowane są zwierzęta w pseudohodowlach. Dzięki panującej modzie „na psa” coraz więcej ludzi decyduje się  na posiadania psa, jednakże często są oni zupełnie nie przygotowani teoretycznie na przybycie nowego członka rodziny. Przez co właściciele nie znający predyspozycji do danych zachowań wybranej przez siebie rasy zaczęli borykać się z problemami wychowawczymi swoich pupili. W związku z tym pojawiło się wielu treserów psów oraz metod szkoleniowych ułatwiających ich ułożenie.
       Obecnych w Polsce treserów psów prowadzących szkółki, z jakimi do tej pory miałam styczność mogę nazwać wyznawcami teorii dominacji oraz tradycyjnego szkolenia. Teoria dominacji mówi o tym, że tak jak w wilczym stadzie występuję hierarchia, tak i wśród psów obserwowane jest takie zjawisko. Stadu przewodzi osobnik Alfa, natomiast pozostałe osobniki znajdują się na niższych szczeblach hierarchii. W myśl tej teorii stadem psa jesteśmy my jako jego właściciele, mieszkający z nim pod jednym dachem. Natomiast ten, kto jest osobnikiem Alfa, decyduje sposób w jaki pies jest wychowywany, na co mu pozwalamy oraz to z jakimi predyspozycjami przywódczymi urodził się nasz pies. Teoria dominacji zawiera kilka punktów, które powinny być przestrzegane w życiu codziennym właścicieli aby nie nadać psu przywództwa „naszego” stada, a co za tym idzie nadać psu przywilejów jakimi w tym wypadku są ustępowanie w dostępie do jedzenia, najbardziej pożądanego miejsca czy przechodzeniu przez drzwi. Tak więc właściciel powinien konsekwentnie egzekwować przewagę nad psem w różnych codziennych sytuacjach. Nie powinien pozwać psu jeść przy stole, a także właściciel powinien pożywiać się przed psem. Dodatkowo psu nie wolno zajmować miejsca na kanapach, łóżkach, sofach, tylko osobnik Alfa może korzystać z takich przywilejów. Ponadto wchodząc z psem po schodach, ten nigdy nie powinien wyprzedzać swojego właściciela i czekać na niego na szczycie schodów. Aby pies nie poczuł się osobnikiem Alfa nie powinno dopuszczać się do zabaw siłowych ze swoim pupilem, a jeżeli już do tego dojdzie nie wolno pozwolić aby wygrał. Istotnymi tezami teorii dominacji są również fakty, iż nie powinno pozwalać się psu ciągnąć na smyczy, gdyż to daje pupilowi poczucie, że prowadzi swoją sforę czyli nas oraz z tych samych względów pies nigdy nie powinien pierwszy przechodzić przez drzwi. Natomiast  szkolenie tradycyjne opierają się na tym, iż aby psa nauczyć posłuszeństwa należy zastosować przymus, zazwyczaj szarpiąc za smycz bądź narzędzie zadające ból jakimi są kolczatki czy łańcuszki zaciskowe.Jak te zasady przekładają się na życie i wzajemne relacje człowieka z psem? Postaram się przytoczyć kilka zdarzeń, sytuacji kiedy byłam świadkiem zastosowania i konsekwencji zasad wynikających z teorii dominacji oraz szkolenia tradycyjnego.
      Zacznę może od przypadku, który widziałam na szkoleniu. Często jeżdżę, że swoimi pieskami na szkolenia, żeby nauczyć się czegoś nowego, poobserwować zachowania psów i oczywiście przyzwyczaić pieski do innych ludzi, psów i  sprawdzić ich stopień posłuszeństwa gdy mają do czynienia z taką ilością bodźców. Pewnego razu na owe szkolenie trafił bardzo agresywny owczarek niemiecki. Właściciel nie był w stanie nad nim zapanować, a biedak szczekał i przejawiał agresję wobec każdego napotkanego psa. Treser od razu uznał, że istnieje jeden sposób załagodzenia zaistniałej sytuacji. Założył psu kolczatkę, wszystkim pozostałym uczestnikom szkolenia nakazał skupienie się w jednym miejscu, aby pozostawić przestrzeń dla jego poczynań. Zaczął chodzić z psem w różnych kierunkach szarpiąc biedne stworzenie tylko, gdy odchodziło od nogi. Jak później tłumaczył zabieg ten miał służyć odstresowaniu psa oraz pokazaniu mu kto tu rządzić. Pies nieco przestraszony i zaskoczony nową „obrożą” i jak podejrzewam faktem, że to nie jego Pan go prowadzi trochę się uspokoił. Następnie nakazano wszystkim uczestnikom szkolenia wraz z pupilami stworzyć koła i wprowadzono do środka agresywnego psa. Szkolenie odbywało się tak jak zawsze, wszystkie psy wykonywały zadane komendy w tym samym czasie, a owczarek cały czas siedział wewnątrz koła, łypiąc na każdego i dając ostrzegawcze sygnały gdy ktoś pojawiał się zbyt blisko zwierzęcia. Po godzinie widać było, że owczarek jest wykończony sytuacją w jakiej się znalazł. Przywykł do otaczających go psów, a treser stwierdził, że wykonał postępy w swoim zachowaniu, bo przecież każdy zauważył, że przestał okazywać tak dużą agresję z jaką dołączył do grona ćwiczących psów. Właściciel był bardzo zadowolony i wdzięczny treserowi z postępów jakich dokonał w tak krótkim czasie jego piesek. Jednakże z tego co zaobserwowałam jako uczestnik kolejnych szkoleń owczarek ten nie uczynił żadnych postępów, a jedynie zaczął bać się tresera i wyraźnie pokazywał to, że nie chcąc wejść na teren szkolenia przy kolejnych spotkaniach oraz wykazywał agresję w stosunku do tresera gdy ten próbował założyć mu kolczatkę. Uważam, że w tym wypadku tradycyjny rodzaj szkolenia jakim jest kolczatka i szarpanie spowodowały jedynie niechęć owczarka, a także jego strach. Według mnie został wprowadzony na teren gdzie jednorazowo miał do czynienia ze zbyt dużą ilością bodźców, a treser niewłaściwie postąpił przystępując od razu do działań mających na celu siłowe podporządkowanie psa, zamiast poświęcić dłuższą chwilę na rozmowę z właścicielem na temat przyczyn takiego zachowania psa.
      Przykłady wychowywania psów według zasad szkolenia tradycyjnego doskonale mogę odnaleźć również w moim domu. Posiadam, a raczej posiadamy wraz z rodzicami cztery psy. Pierwszym psem, który pojawił się w naszym domu był mieszaniec w typie berneńskiego psa pasterskiego. Przyznaję, że był to zakup zupełnie nieprzemyślany. Działaliśmy pod wpływem impulsu, w celu wypełnienia pustki po odejściu żyjącej z nami ponad 10 lat suczki owczarka niemieckiego. Suczkę owczarka zakupiliśmy już jako dorosła więc szczeniaczek był dla nas czymś zupełnie nowym. Oczywiście rozpoczęliśmy samo dokształcanie w celu jak najlepszego wychowania nowego członka rodziny. Jednakże od samego początku mieliśmy z nią problemy. Okazało się, że jest psem bardzo upartym i żywiołowym. Pod wpływem różnych bodźców, zazwyczaj kiedy ją coś nadmiernie nakręcało, czasami wystarczył nasz trochę inny niż zwykle ton głosu, co powodowało, że suczka potrafiła atakować nasze dłonie. Początki szkolenia były bardzo trudne, aż znaleźliśmy tresera, którego metody wówczas wydawały nam się słuszne. Treser wydawała się osoba doświadczoną i mającą pojęcie o tym jak powinno wyglądać szkolenie trudnego psa, w końcu zajmował się szkoleniem psów policyjnych. Jak w wyżej wymienionym przypadku nasza suczka od razu trafiła na kolczatkę, ze względu na to, że nie można było opanować jej podniecenia gdy ujrzała otaczające ją psy na szkoleniu, a że jest bardzo podatna na ból (teraz to wiem) to szybko poddała się poleceniom tresera. My oczywiście jako osoby nie mające pojęcia o wychowaniu psów byliśmy pod wrażeniem, że tak łatwo i szybko zdołano opanować popędy naszej suczki, dlatego kontynuowaliśmy zadane przez tresera szkolenie. Wszystkie spacery suni odbywały się na kolczatce, nauka komend. Sunia posłusznie wykonywała wszystkie polecenia, a jeśli chodzi o atakowanie rąk to treser polecił aby w czasie kiedy atakuje łapać ją za grzbiet i przyciskać do ziemi, bo tak właśnie z młodymi postępuje ich matka. Bardzo długo trwało oduczanie suni łapania za ręce. Za każdym razem gdy toczyliśmy walkę sunia nie dawała za wygraną, aż z czasem zaczęła bać się gdy ktoś z domowników wykonywał zbyt szybki ruch, szczególnie w okolicach jej karku. Wówczas myślałam, że postępuję dobrze, przecież znany, posiadający powszechnie dobrą opinię treser pomagał nam wychowywać suczkę. Dzisiaj bogatsza o wychowanie 3 kolejnych psów mogę stwierdzić, że skrzywdziliśmy naszą pierwszą sunię. Mimo, że była trudnym szczenięciem, zamiast posługując się przemocą należało spróbować innych metod szkoleniowych. Z dniem kiedy to zrozumiałam kolczatka zniknęła z jej szyi ale niestety to co jej wyrządziliśmy pozostaje. Z bardzo odważnego psa stała się lękliwa, zaczęła mieć ograniczone zaufanie w stosunku do ludzi. Powoli próbuję odzyskać jej zaufanie (bo według mnie przez kolczatkę i szarpanie smyczą zatraciliśmy je) wprowadzając metody pozytywnego szkolenia, bardzo szybko się uczy i jest chętna do współpracy, wykonywanie coraz to nowszych komend absorbuje jej ogromną żywiołowość, mimo to dostrzegam ogromne różnice w jej zachowaniu w porównaniu do pozostałych trzech psów, które starałam się wychowywać metodami pozytywnego szkolenia. Czasami również zastanawiam się, czy w jej przypadku nie mieliśmy  do czynienia z wrodzoną agresją w końcu nabyliśmy ją z pseudohodowli, a nasze pozostałe psy pochodzą z, według mnie, całkiem dobrych, polskich hodowli. Jednakże, przez to jak została przez nas potraktowania nie wiem czy kiedyś poznam odpowiedź na to pytanie. Obecnie dużo z nią pracuję, żeby odbudować między nami pozytywną wieź.
Kolejnym przykładem tym razem teorii dominacji będzie piesek żyjący w domu z moimi znajomymi. Pies, niewielki samiec jack russerll teriera wykazywał wszystkie z wyżej opisanych przeze mnie postulatów teorii dominacji. Spał gdzie mu się podobało, ciągnął na spacerach, wychodził pierwszy przez drzwi i zawsze ale to zawsze stawał na schodach wysoko i czekał aż właściciel dołączy do niego. Właścicielami pieska było starsze małżeństwo, które często narzekało na nieposłuszeństwo swojego pupila oraz na jego uciążliwość wyprowadzania z racji, że właściciele mieli coraz mniej siły, a piesek ciągnął jak szalony, dodatkowo właścicielka skarżyła się, że malec czasami kłapie na nią zębami lub warczy. Małżeństwo skorzystało z rady specjalisty, który stwierdził że należy z psa zdjąć przywileje przywódcy sfory. Szkolenie rozpoczęto od nauki przechodzenia przez drzwi. Właściciel po wykonaniu wszystkich rytuałów przed wyjściem na spacer, gdy miał już podnieconego psa na smyczy siłował się z nim aby przejść pierwszy przez drzwi. Pies zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi wyrywał się i szamotał z coraz większą siła. Właściciel zdecydował się na zmianę obroży, ze zwykłej skórzanej przestawił psa na łańcuszek zaciskowy. Dzięki temu podczas wychodzenia łatwiej było mu zapanować nas niesfornym psiakiem. Po wielu próbach udało się mężczyźnie wyegzekwować jego pierwszeństwo przy przechodzeniu przez drzwi. Kiedy udało im się zapanować nad jednym z przejawów dominacji postanowili przejść dalej i rozpoczęli pracę na spacerach oczywiście mają psa cały czas na zaciskowym łańcuszku. Praca oparta była na tym, iż za każdym razem kiedy pies napinał smycz właściciel szarpał smycz zaciskając jednocześnie łańcuszek co zmuszało psa do podejścia do nogi swojego Pana. Z racji tego, iż piesek był pojętym uczniem szybko zrozumiał co ma robić, aby nie zadawać sobie bólu. W ten sposób udało się właścicielom zniwelować problemy dotyczące wychodzenia i ciągnięcia na spacerach. Jeżeli chodzi o leżenie na kanapach,  treser nakazał małżeństwo aby siłą ściągali psa z uprzywilejowanych mebli. Tutaj również piesek nie przysporzył wielu kłopotów, szybko przestał wskakiwać na meble. Ja natomiast z racji tego, że często bywałam w domu tego małżeństwa mogłam spokojnie obserwować i spróbować poszukać przyczyn dziwnego zachowania pieska. Po kilku wizytach zauważyłam, że psu wydawane są różne komendy w tym samym czasie przez oboje właścicieli. Pies z racji wysyłania mu różnych sygnałów przez właścicieli nie wykonywał żadnego z zadanych mu poleceń. Małżeństwo denerwowało się i krzyczało na swojego pupila. Biedy pies chował się pod fotel i wychodził dopiero kiedy cała zła atmosfera opadała. Długo zastanawiałam się nad tym, czy faktycznie skoro piesek posiada przywileje osobnika Alfa pełni on taką rolę w tym domu, szczególnie, że tak łatwo poddawał się nowym porządkom.  Jednakże nigdy nie zauważyłam aby przejawiał agresję czy stresował się w obecności innych psów czy ludzi. Zawsze nowo przybyłych gości witał z ogromnych entuzjazmem i przynosił im pokazać nowe zabawki. Natomiast jeżeli chodzi o kłapanie zębami na właścicielkę, to miało to miejsce tylko w sytuacji kiedy kobieta pokazywała mu tak zwaną „figę” czyli układała palce dłoni w specyficzny sposób. Z tego co się później dowiedziałam, to kobieta sama nauczyła psa takiej reakcji kiedy pokazywała mu jedzenie, a następnie dla zabawy chowała je i pokazywała mu owa figę. W ten sposób przez lata wzmacniała reakcję psa na ten gest, pokazując mu go w każdej sytuacji kiedy odbierała mu coś podtykając rękę w takim geście pod sam pysk. Jednocześnie jej głos podczas pokazywania psu gestu stawał się, jakby określili to ludzie, wredny.  Dowiedziałam się również, że poprzedni pies tych Państwa reagował w taki sam sposób na ten gest. Czasami zastanawiam się czy w przypadku tego pieska nie wystarczyło aby nauką posłuszeństwa zajął się tylko jeden z jego opiekunów, ze względu na ogromne problemy w komunikacji tych dwojga ludzi. To, że udało się zapanować nad pieskiem, według mnie, nie wynika z tego, iż metody szkolenia tradycyjnego są doskonałym sposobem na ułożenie psa, a ze względu na to, że psem zajął się jeden z właścicieli i konsekwentnie wprowadzał w życie założone przez tresera wytyczne. A jeśli chodzi o pozycję tego psa jako osobnika Alfa, uznałabym, że pies ten radził sobie jak mógł, ponieważ nikt nigdy wcześniej niczego od niego nie wymagał, a leżenie na kanapach? Cóż, chyba każdemu na niej jest wygodnie.
Podsumowując opisane przeze mnie przypadki ukazują w negatywny sposób zasady szkolenia tradycyjnego oraz poddają wątpliwości teorię dominacji psa. Stały się one dla mnie zauważalne dzięki pracy Pana Fishera, który w swojej książce opisał bardzo wiele przykładów pracy nad trudnymi do ułożenia psami. Moja wiedza na temat tych niesamowitych stworzeń jakimi są psy na tym etapie nauki jest jeszcze bardzo nikła. Codziennie uczę się o nich czegoś nowego i każdego dnia zaskakują mnie czymś nowym. Napisana dzisiaj przeze mnie praca może wydawać mi się jak najbardziej słuszna, jednakże za miesiąc gdy przeczytam kilka kolejnych książek, a także będę bogatsza o kolejne doświadczenia z pracą z psami, może okazać się, że zmienię poglądy odnośnie teorii dominacji. Jednakże, z racji doświadczeń dotyczących szkolenia tradycyjnego moje zdanie pozostanie niezmienionym, już nigdy nie pozwolę, alby któreś z moich zwierząt trafiło na kolczatkę i było szarpane. 

A jakie jest Wasze zdanie??